poprzedni rok skonczyl sie pomyslnie, ten zaczal sie nie najgorzej. sylwester byl calkiem udany, przynajmniej tak mi mowiono nastepnego dnia.
w niedziele kolejny final WOSP. cel jak zawsze szczytny, ale to jest jeden z tych dni, kiedy nie wychodze z domu, jesli naprawde nie musze. wolontariusze z puszkami atakuja ludzi na kazdym kroku. zawsz chetnie wrzuce do puszki pare groszy, ale naprawde mam mozg i nogi i sama podejde do zbieracza. czasami ci ludzie kojarza mi sie z piraniami albo sepami, rzucajacymi sie na kawalek miesa.
a pondato: kasy brak, pies zjada mieszkanie, w poniedzalek czeka mnie wizyta u dentystki, wiec robie w gacie juz teraz. w ramach rekompensaty szczescie wielkie nawiedzilo me progi.
środa, 5 stycznia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz